Jak uczłowieczyć pl. Wilsona?Dariusz Bartoszewicz
2008-08-11, ostatnia aktualizacja 2008-08-11 21:35
Zamiast kredytu w ratuszu Żoliborza będzie można wkrótce wziąć ślub. Władze dzielnicy poruszone akcją "Gazety" obnażającą martwotę placu organizują debatę: Jaka jest przyszłość pl. Wilsona?

"Gazeta" walczy o bardziej ludzką twarz centralnego miejsca Żoliborza. Na pl. Wilsona łatwiej założyć konto czy wziąć kredyt, niż się spotkać, by coś zjeść czy kupić książkę. - Idziesz placem Wilsona - nuda, bank przy banku. Wstępujesz do banku, odbierasz pieniądze i nie przepijasz ich, bo nie masz gdzie - szydziła w rozmowie z "Gazetą" Stefania Grodzieńska, aktorka estradowa i teatralna, rocznik 1914.
Teraz Café Blikle ostrzega, że jeśli dojdzie do drastycznej podwyżki czynszu, też się wyprowadzi. By zwrócić uwagę na zamieranie wszelkich funkcji poza bankowymi, zorganizowaliśmy w niedzielę happening. Tabliczki Miejskiego Systemu Informacji zalepiły napisy: "Plac Bankowy. Stary Żoliborz". Większość mieszkańców przyjęła naszą akcję z uśmiechem i zrozumieniem.
Ślub zamiast kredytuTo, że banków w tej części Żoliborza jest już za dużo, zaczynają dostrzegać dzielnicowi urzędnicy. - Wypowiedzieliśmy umowę bankowi, który działał w ratuszu Żoliborza. W jego miejscu po wakacjach będzie działać wygodny urząd stanu cywilnego - mówi Andrzej Kawka, rzecznik dzielnicy.
I zapowiada, że we wrześniu samorządowcy organizują spotkanie na temat przyszłości pl. Wilsona - otwarte dla wszystkich. Zaprasza też "Gazetę", sprawczynię całego zamieszania.
Już teraz warto otworzyć szuflady i odkurzyć dobre koncepcje sprzed kilku lat. Wizje dużo bardziej przyjaznego placu dla ludzi były gotowe już w 2002 r. Najciekawszą koncepcję przygotowała pracownia architektoniczna Andrzeja Kicińskiego, którą mieszkańcy uznali też w dzielnicowym plebiscycie za najlepszą.
- Krzywda, jaka się stała na Żoliborzu, tak naprawdę dotyczy całej Warszawy. To zamiana wszystkich placów w skrzyżowania.
Pamiętam pl. Wilsona jeszcze nierozcięty przez jezdnię, która połączyła ul. Mickiewicza i Słowackiego. Przejazd powinno się zlikwidować, wyspę placu uwolnić z ruchu kołowego, a tory tak przebudować, by tramwaje mogły jeździć po jego obwodzie, nie przez środek - uważa Andrzej Kiciński.
Architekt pokazuje rysunki, a na nich wielki skwer po środku placu. Po dłuższych bokach "zielonej wyspy" widać przeszklone perony tramwajowe z poczekalnią (w której można by też kupić kawę czy coś do jedzenia, a latem wystawić dla gości parasole na trawnik). Po drugiej stronie jezdni - przystanki autobusów. Przesiadki byłyby dużo wygodniejsze. Stacja metra miała się bowiem łączyć szeroką podziemną halą o rzucie łuku rozpiętego między zgrupowanymi przystankami miejskiej komunikacji. Tam też - w pasażu pod poziomem jezdni - byłoby miejsce na lokale usługowe. Centralny skwer łączyłby się szerokim i łagodnym przejściem podziemnym z parkiem Żeromskiego. - A po środku placu pomnik. Może jego patrona Wilsona? Albo Krasińskiego, Żeromskiego lub Antoniego Jawornickiego - twórcy planu Żoliborza? - zastanawia się architekt.
Gomułka i podziemne knajpy Ówczesne władze Żoliborza z burmistrzem Henrykiem Królem na czele uważały, że drążenie na początku XXI wieku stacji metra stanowiło okazję na docelowe urządzenie placu. Taka inwestycja jak kolej podziemna stanowi zawsze trzęsienie ziemi w całej okolicy. - To była niepowtarzalna szansa na zmiany. Dlatego z wyprzedzeniem zorganizowaliśmy warsztaty na studium programowo-przestrzenne placu. Ale ich finał zbiegł się z końcem kadencji. Nowa władza uznała, że to nierealna mrzonka - ubolewa Andrzej Kawka.
- Tak naprawdę inwestycja z przejściem podziemnym była na skalę średniego Gomułki, ale nikt nie chciał jej sobie brać na głowę - twierdzi Andrzej Kiciński. Na pytanie: "Dlaczego nie wyszło?", odpowiada: - Inercja władzy. Urzędnicy zawsze mają moc pilnych spraw do załatwienia na jutro, a skomplikowane inwestycje wymagają koordynacji.
Rzecznik Metra Warszawskiego Krzysztof Malawko przypomina, że jego firma jest tylko inwestorem zastępczym. - Zawsze bierzemy udział w konsultacjach społecznych, zbieramy różne postulaty i prośby, które przekazujemy miastu. A potem budujemy odtąd dotąd, tylko w granicach wyznaczonych przez inwestora. Jeśli nie dostaliśmy zlecenia na przebudowanie całego placu, niczego więcej zrobić nie mogliśmy - mówi rzecznik.
Żadnego użytku z pomysłów planistów nie zrobili też naczelni architekci miasta: prof. Jan Maciej Chmielewski i Michał Borowski.
Może warto znów rozkopać pl. Wilsona i go przebudować?
Przystanki tramwajowe i autobusowe są porozrzucane po całym placu, co utrudnia i wydłuża czas przesiadek. A po przejęciu już wszystkich lokali w parterze przez banki knajpy mogłyby przynajmniej zejść do podziemia.
Jutro w "Gazecie": Jak plac Wilsona wyobrażają sobie młodzi architekci z grupy projektowej Centrala? I co ich drażni na Żoliborzu.
Wygodnie byłoby bardziej zintegrować przystanki autobusowe z tramwajowymi.
Z pewnością można przy okazji zlikwidować zatoki autobusowe.
Na środek placu powinny prowadzić przejścia dla pieszych.
Wydaje mi się, że miasto podziemne to nie jest najlepszy pomysł. Mamy już skomplikowane rozbudowane przejścia przy dworcu centralnym - nie znam ludzi, którzy by się tam choć raz nie zgubili