Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
PostNapisane: Wt cze 22, 2010 12:42 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): Pt lut 02, 2007 17:46
Posty: 523
Lokalizacja: Kąty Węgierskie
A jak wygląda sprawa pozwu do prokuratury złożonego przez ZM?

_________________
Nie taka zła jak ją malują
DobraStronaPolski.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr cze 23, 2010 15:07 
Offline
Admin

Dołączył(a): Pt gru 29, 2006 13:11
Posty: 1024
Lokalizacja: Warszawa
velogustlik napisał(a):
A jak wygląda sprawa pozwu do prokuratury złożonego przez ZM?


Podejrzewam, że jeszcze za wcześnie by pytać. Nasza prokuratura jest pracuje w tempie górotworu.

_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lis 05, 2010 13:10 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Śr sty 03, 2007 20:18
Posty: 2049
Lokalizacja: Z Warszawy
Rzeszpospolita napisał(a):
PKP Polskie Linie Kolejowe chcą wypowiedzieć umowę na korzystanie z torów Przewozom Regionalnym. Samorządowy przewoźnik ma 312,7 mln zł długu w PKP PLK

Pociągi Przewozów Regionalnych znów mogą zniknąć z rozkładów jazdy. Na wypowiedzenie umowy zgodziła się już rada nadzorcza PKP Polskie Linie Kolejowe.

Zapowiada się powtórka majowego chaosu na torach. Wówczas PKP Polskie Linie Kolejowe zatrzymały na stacjach 48 pociągów Przewozów Regionalnych kursujących między największymi polskimi miastami. Powodem były zaległości w opłatach za korzystanie z torów sięgające 240 mln zł. Wówczas cięcia groziły też PKP InterCity. Narodowy przewoźnik miał długi wobec zarządcy torów w wysokości ok. 130 mln zł. Sprawa została rozwiązana polubownie po tym, gdy przewoźnicy uregulowali część zaległości.

Jak mówiła ponad miesiąc temu Małgorzata Kuczewska-Łaska, prezes Przewozów Regionalnych, długi przewoźnika wynoszą ok. 420 mln zł. Jednym ze sposobów na pozyskanie ok. 300 – 400 mln zł jest leasing zwrotny taboru PR. Drugim jest odzyskanie od Skarbu Państwa należnych dopłat za uruchomienie pociągów międzywojewódzkich w latach 2004 – 2008. Władze spółki skierowały w tej sprawie dwa pozwy na łączną kwotę 678 mln zł.


Widzę Interregio mocno zaszły kolejarzom za skórę.

_________________
Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt lis 05, 2010 13:22 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Śr sty 03, 2007 20:18
Posty: 2049
Lokalizacja: Z Warszawy
A oto jak sprawa wygląda z punktu widzenia ekspertów kolejowych.

Rynek Kolejowy z 5.11.2010 napisał(a):
Poważny konflikt między przewoźnikami a PKP PLK

Jak dowiedział sie "Rynek Kolejowy", Railway Business Forum i przewoźnicy kolejowi chcą rozmawiać z szefostwem PKP PLK na temat nowych zapisów w umowach o udostępnianie linii kolejowych. Wśród przewoźników zdecydowany opór budzą między innymi zapisy o możliwości automatycznego ściągania przez zarządcę infrastruktury należności, których użytkownik torów nie ureguluje przez ponad 3 miesiące.
Fot. Wojciech Szymaniak Fot. Wojciech Szymaniak

Zdaniem RBF, takie zapisy są nieuzasadnione, ponieważ zdecydowana większość przewożników na bieżąco reguluje swoje zobowiązania. Propozycje zmian umownych nie uwzględniają realiów rynkowych otwartej i konkurencyjnej gopodarki, ponieważ przyjęcie takiego zobowiązania przez przewozników kolejowych zwiększa ich koszty finansowe i pogarsza pozycję negocjacyjną wobec instytucji finansowych. W ocenie RBF propozycje zmian proponowanych przez PKP PLK idą wyłącznie w jednym kierunku, tzn. wzmacniają umowną pozycję PKP PLK bez adekwatnego zwiększenia odpowiedzialności zarządcy za straty ponoszone przez przewozników w coraz częściej występujących przypadkach niewywiazywanie się zarządcy z jakościowych parametrów zamawianych tras. Może to też wyglądać na wykorzystywanie przez PLK dominującej monopolistycznej pozycji rynkowej.

Reagując na sygnały płynące od przedsiębiorców RBF zorganizował 3 listopada spotkanie konsultacyjne z przedstawicielami przewoźników pasażerskich i towarowych. W spotkaniu udział wzięło kilkunastu przewoźników w tym najwięksi uczestnicy rynku jak PKP Cargo, Przewozy Regionalne, InterCity, CTL Logistics i DB Schenker.

Wnioski z tego spotkania potwierdziły wcześniej sygnalizowane wątpliwości. Dotyczą one konkretnie treści § 15 ust. 7 projektu ww. umowy oraz związanego z tym postanowieniem Załącznika nr 8 do ww. umowy, przewidujących obowiązek poddania się przez każdego z przewoźników na rzecz PKP PKL S.A. egzekucji w trybie przepisu art. 777 § 1 pkt. 5 kodeksu postępowania cywilnego, tytułem zabezpieczenia roszczeń PKP PLK S.A., jakie mogą wyniknąć z nie regulowania zobowiązań finansowych wynikających z Umowy o korzystanie z tras pociągów. Wymagana przez PKP PLK kwota, do wysokości której każdy z przewoźników ma poddać się egzekucji, obejmuje wszelkie należności, do zapłaty których dany przewoźnik ma być zobowiązany w trakcie obowiązywania Umowy o korzystanie z tras pociągów.

W tym stanie rzeczy ustanowienie zabezpieczenia, od którego PKP PLK uzależnia zawarcie z każdym z przewoźników umowy o korzystanie z tras pociągów, doprowadzi u każdego z przewoźników do znaczącego pogorszenia, czy wręcz zachwiania sytuacji finansowej. Udzielenie omawianego zabezpieczenia, jako dodatkowe obciążenie, wpłynie negatywnie m.in. na dokonywaną przez banki ocenę zdolności kredytowej.

Trzeba przy tym podkreślić ważki charakter oraz znaczenie sprawy dla funkcjonowania przewozów kolejowych na obszarze Polski. Zawarcie umowy o korzystanie z tras pociągów, zgodnie z art. 29 ust. 3 Ustawy o transporcie kolejowym, warunkuje dostęp każdego z przewoźników do infrastruktury kolejowej, bez którego, co oczywiste, nie jest możliwym świadczenie usług przewozowych. Jednocześnie PKP PLK na krajowym rynku usług dostępu do infrastruktury zajmuje faktycznie pozycję monopolisty. Nie istnieje bowiem alternatywny dostawca tego rodzaju usług, a w konsekwencji nie ma możliwości zawarcia umowy z innym zarządcą.

Obecni na spotkaniu przewoźnicy podkreślali, że w żadnym razie nie jest ich intencją wywoływanie konfliktu z PKP PLK, jak również, że podejmowane przez nich działania nigdy nie miały i nie mają na celu pogorszenia relacji z PKP PLK.

- Jestem przekonany, ze możliwe jest wypracowanie rozwiązań, które będą korzystne i satysfakcjonujące dla wszystkich stron. Wierzymy, ze dotychczas stosowane zasady partnerskiej współpracy pomiędzy zarządcą infrastruktury i przewoźnikami będą nadal podstawą stosunków. RBF będzie dążył do wspierania przewoźników w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań zastosowanych w umowach o dostęp do infrastruktury. W trybie pilnym postaramy się zorganizować spotkanie przewoźników i reprezentującego ich Związku RBF z przedstawicielami kierownictwa PKP PLK - powiedział Henryk Klimkiewicz, prezes Railway Business Forum.


A Szatan w samochodzie zaciera ręce. Gdzie dwóch (wielu) kolejarzy się kłóci, tam drogowiec korzysta. Jestem pewny, że rząd znów umyje ręce. Może kiwnie palcem UOKIK.

_________________
Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn lis 15, 2010 22:41 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So cze 09, 2007 14:46
Posty: 984
Lokalizacja: Belany
Wojtek napisał(a):
A Szatan w samochodzie zaciera ręce.

Chyba raczej Szejk w Arabii Saudyjskiej...
Wojtek napisał(a):
Gdzie dwóch (wielu) kolejarzy się kłóci, tam drogowiec korzysta. Jestem pewny, że rząd znów umyje ręce. Może kiwnie palcem UOKIK.

Spoko. W najgorszym razie, zakorkują się te (nieistniejące jeszcze) autostrady, to (któryś kolejny) rząd chcąc nie chcąc zacznie myśleć o kolei. Jakoś mi się podoba, że te ustalenia i spory są wywlekane na forum publiczne, a nie zapadają gdzieś w czeluściach PKP.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt lis 30, 2010 15:57 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Śr sty 03, 2007 20:18
Posty: 2049
Lokalizacja: Z Warszawy
nie pamiętam czy to tu powinno być:
Cytuj:
Prześluga: Źródła
Dwie publikacje przykuły moją uwagę. Pierwsza – rozmowa z Tadeuszem Syryjczykiem w „Gazecie Wyborczej” (19 października), druga to felieton Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel, prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, umieszczony trzy dni później na łamach „Rzeczpospolitej”. Oba teksty ważne, dające do myślenia i jednocześnie obciążone tym samym grzechem: niechęcią sięgnięcia do źródeł - pisze Jacek Prześluga w swoim felietonie w "Rynku Kolejowym".

Pani prezes stawia sprawę jasno: „Ciągłe opóźnienia pociągów, likwidacja kolejnych tras czy zamarzające zimą lokomotywy – przyczyną tego stanu rzeczy jest brak konkurencji na torach”. Dalej pojawia się postulat „przemyślanych reform” i poprawy sytuacji „poprzez otwarcie rynku na konkurencję”. To są zdaniem pani prezes „najważniejsze wnioski z raportu UOKiK o sytuacji na rynku przewozów kolejowych w Polsce”.

Jeśli ta konstatacja rzeczywiście jest najważniejsza, to ja wyrażam zdziwienie jej powierzchownością. Pierwotnym, zasadniczym kluczem do poprawy sytuacji na rynku kolejowym jest bowiem zrównanie jego szans w konkurencji z innymi gałęziami transportu, a nie sama regulacja stosunków pomiędzy kilkoma rachitycznymi podmiotami. Problem zaczyna się właśnie tu i w sferę relacji rynek przewozów kolejowych vs. rynek przewozów drogowych winien w pierwszej kolejności wkroczyć urząd kierowany przez panią prezes. Tutaj rozgrywa się prawdziwa konkurencja!

Od 10 lat kilkanaście razy w roku jeżdżę „gierkówką” z Warszawy do Katowic. Nie pamiętam kwartału, by na tej trasie nie remontowano z publicznych pieniędzy kolejnych, stale tych samych, kilometrów jezdni. Czy wyrzucając w permanentne remontowe błoto miliardy przeznaczone na infrastrukturę drogową nie osłabiamy infrastruktury kolejowej, która o podobnych „poprawkach” może tylko pomarzyć? Czy zachowujemy racjonalne proporcje w strumieniach pieniędzy inwestycyjnych kierowanych na drogi i kolej? Czy dajemy obywatelom i podmiotom gospodarczym równą szansę dostępu do usług transportowych, pobierając krocie z tytułu stawek dostępu do linii kolejowych i oferując darmowe przejazdy po większości polskich dróg? Czy koszt transportu każdej tony ładunku wiezionej po CMK musi być z założenia po wielokroć wyższy niż przewóz tirem „gierkówką”? Dlaczego w kosztach przejazdu pociągiem jedną trzecią musi stanowić opłata za korzystanie ze szlaku, a przewozy autobusowe wolne są od takich obciążeń? Dlaczego w końcu – niech zejdę na własne podwórko – pasażer dworca lotniczego lub morskiego może napić się wina do obiadu, a pasażerowi korzystającemu z kolei prawo tego zabrania? Zdrowa konkurencja?

Czyż nie jest to wyzwanie dla szeryfa z UOKiK?

Prawdziwie „przemyślane reformy”, o które dopomina się – słusznie przecież – Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, wdrażał dekadę temu Tadeusz Syryjczyk, minister w rządzie AWS-UW, poseł Unii Wolności. To także przy jego aktywnym udziale wcielono w życie ustawę o restrukturyzacji kolei, skutkującą podziałem przedsiębiorstwa PKP na grupę wielu spółek. Dziś były minister oznajmia w wywiadzie, że „molochy trzymają sznurki” i przypomina, iż „PKP miała sprywatyzować majątek i podległe jej spółki córki, z wyjątkiem infrastruktury, i spłacić długi”, a ponieważ „przed kilku laty wartość zarówno spółek takich jak PKP Cargo, jak i nieruchomości będących w posiadaniu PKP była większa niż dzisiaj, można było albo spłacać długi, albo inwestować w infrastrukturę”.

Gdy czytam wypowiedź jednego z ojców założycieli dzisiejszej grupy PKP jedno pytanie ciśnie mi się na usta: dlaczegóż to pan minister, będąc panem ministrem, nie wprowadził w życie tych postulatów? Czy wolno było lekką ręką wkładać 48 miliardów złotych w restrukturyzację górnictwa i jednocześnie wskazywać kolejarzom Munchausenowską drogę „samodzielnego wyciągania się z bagna za włosy”?

Tadeusz Syryjczyk mówi m. in. o straconej szansie prywatyzacji PKP Cargo. Cóż, szkoda, że nie dokonał tego sam pan minister… Może to zresztą szansa stracona, a może… nigdy dotąd realnie nie istniała? Kto kupiłby spółkę skrośnie finansującą przewozy pasażerskie, po wtłoczeniu do jej zasobów i zadań maszynistów i lokomotyw obsługujących rynek pasażerski?

Zepsuto rynek kolejowy, dzieląc przedsiębiorstwo PKP na łapu-capu, w imię wizji, której patronowała ówczesna koalicja i bliskie jej związki zawodowe (kłania się przewodniczący Kogut…). Tu się rzuci maszynistów (broń Boże: nie wolno rozdzielać jednego związku na dwie spółki!), tu się odda część przewozów pasażerskich spółce A, a spółkę B obciąży bliźniaczo podobnymi powinnościami, niech się biją. Tu się rozdzieli informatykę od telekomunikacji, tu wyodrębnimy energetykę, tam infrastrukturę, jeden ośrodek wypoczynkowy damy związkowcom, a inny przekażemy do spółki. Fajna zabawa.

Nie gwarantując finansowania przewozów regionalnych i obcinając kolejom najpierw państwowe, a potem samorządowe dopłaty, zadłużano spółki przewozowe w PKP Cargo – kto więc miałby kupić tę spółkę? Za jakie pieniądze? Rynek – owszem, rynek przewozów towarowych znalazłby wielu nabywców, ale samo PKP Cargo wartość miało obciążoną gigantycznym ciężarem skrośnego finansowania przewozów pasażerskich i nadmiarem majątku oraz zatrudnienia. Kto i za ile miałby kupić PKP Intercity, które w pierwszych trzech latach istnienia wygenerowało ponad 130 milionów złotych straty? Skąd ta strata? Otóż między innymi z tego powodu, że w imieniu naszego państwa spółka realizowała „misję publiczną” uruchamiając pociąg „Polonez” z Moskwy do Warszawy i powiększając z tego powodu stratę o 18 milionów złotych rocznie. Nikt kosztów tej „misji” nie pokrywał, nie było tytułu prawnego, bo któżby w zapędzie reformowania kolei martwił się o gwarantowanie jej źródeł finansowania? Kto by tam wówczas wśród was, polityków, chciał na mocy ustawy dać PKP Przewozy Regionalne twarde gwarancje finansowania części kosztów i rozwoju? Kto by te gwarancje respektował? Kto myślał o skierowaniu miliardów z budżetu państwa, wzorem górnictwa, na odprawy dla zwalnianych kolejarzy lub, za przeproszeniem, na inwestycje?

Pamiętam PKP z 2004 r. i to poczucie krzywdy połączonej z bezradnością: skala modernizacji na liniach kolejowych mierzona ochłapem kilkuset milionów złotych... Dziś łatwo narzekać, że jest źle, że molochy rządzą gospodarką, że prywatyzacja nie postępuje, ale trzeba także spojrzeć wstecz i zadać pytanie – dlaczego? Czy dzieląc kolej na spółki zrobiliście to mądrze, z głową? Czy pozbawiając je elementarnego dostępu do kapitału inwestycyjnego nie doprowadziliście do tego, że ciągle zarządzamy biznesową nędzą? Czy nie miewa pan czasem myśli o współodpowiedzialności za źle zaplanowaną i zrobioną od buta reformę kolei? Czy nie jest to uproszczenie – zwalić winę na własnych następców?

Molochy, panie ministrze, może trzymają władzę na sznurku. Proszę mi jednak wybaczyć, że podzielę się refleksją: mam po wywiadzie dla „GW” wrażenie, że rad byłby je pan w tym dziele zastąpić - pisze Jacek Prześluga w felietonie w "Rynku Kolejowym".



Pani Jacku - w końcu mocny, pozaekologiczny głos w tej sprawie.

_________________
Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt gru 07, 2010 11:29 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Śr sty 03, 2007 20:18
Posty: 2049
Lokalizacja: Z Warszawy
PKP gra juz w otwarte karty przeciwko konkurencji na torach:
Cytuj:
Ruch pociągów PR zostanie wstrzymany?
PKP PLK, zarządca infrastruktury kolejowej zażądał zawieszenia licencji Przewozom Regionalnym z powodu długów - poinformował portal wnp.pl za "Pulsem Biznesu". - Mogę potwierdzić te informacje - mówi "Rynkowi Kolejowemu" Krzysztof Łańcucki, rzecznik prasowy PKP Polskich Linii Kolejowych.


Fot. Grzegorz Łęgowski Jak poinformował dziennik, wniosek PKP PLK o zawieszenie licencji Przewozom Regionalnym trafił kilka dni temu do Urzędu Transportu Kolejowego. Uzasadnieniem jest niewystarczające regulowanie 330 mln zł długu wobec zarządcy infrastruktury kolejowej. Przewozy regulują należności na poziomie 38 proc. wymagalnych zobowiązań - podał "Puls Biznesu".

Jeśli urząd odbierze licencję, to unieruchomi cały ruch pociągów regionalnych PR.





Dziś na godzinę 12 konferencję prasową zwołał Urząd Transportu Kolejowego, a na 13.30 - PKP PLK. Podczas obu spotkań zostaną przekazane dodatkowe informacje na temat sytuacji Przewozów Regionalnych. - Jestem zaskoczona decyzją PKP PLK o zwołaniu konferencji prasowej. Rozmowy pomiędzy nami trwają, korespondencja jest bardzo oszerna - mówi "Rynkowi Kolejowemu" Anna Lenarczyk, członek zarządu Przewozów Regionalnych. - Negocjacje nie utkwiły w martwym punkcie - dodaje. Jak informuje, 14 grudnia ma mieć miejsce kolejne spotkanie robocze dotyczące uregulowania długów PR wobec PKP PLK.



A gdzie dobro pasażerów, o które tak bije się PKP z UOKIK! albo które tak podkresla Pan engelhardt dotując na sile Intercity.

_________________
Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Śr gru 22, 2010 15:59 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): Wt sty 30, 2007 16:03
Posty: 487
Lokalizacja: Bielany
Kolej na kolej
Z Karolem Trammerem rozmawia Jaś Kapela

Jaś Kapela (Krytyka Polityczna): Czy słusznie mam wrażenie, że problemy, z którymi mamy teraz do czynienia na kolei, są prostym wynikiem komercjalizacji PKP? Jest taki śmieszny fragment w liście z przeprosinami od Grupy PKP, że kłopoty są efektem tego, że musieli ustalić rozkład również z innymi przewoźnikami. Problemem okazuje się konkurencja.

Karol Trammer*: Powiedziałbym, że to efekt mylnie rozumianej komercjalizacji i mylnie rozumianej konkurencji. W połowie grudnia wszedł w życie nowy rozkład jazdy na kolei. Wcześniej były prowadzone negocjacje między przewoźnikami pod egidą Urzędu Transportu Kolejowego, który ma się zajmować regulowaniem sytuacji na rynku kolejowym. Chaos, który wystąpił, to efekt tych uzgodnień – zwłaszcza, że miały one na celu pogorszenie sytuacji połączeń InterRegio uruchomionych przez Przewozy Regionalne i umocnienie pozycji Grupy PKP. Dlatego uzgodnienia prowadzono do ostatniej chwili. Dotychczas przewoźnicy przychodzili ze swoimi ofertami do spółki PKP Polskie Linie Kolejowe (czyli spółki Grupy PKP zarządzającej torami) i tam próbowano pogodzić interesy różnych przewoźników. W tym roku sytuacja była inna, bo włączył się mocno w uzgodnienia Urząd Transportu Kolejowego, który powinien takie rzeczy robić, gdyby nie to, że chodziło mu o wycięcie InterRegio. Coraz więcej wskazuje, że taki był zamiar tych negocjacji.

Co na przykład?

W książkowym rozkładzie jazdy – który został wydrukowany na początku grudnia, mimo że wówczas negocjacje jeszcze trwały – oferta InterRegio jest dużo bogatsza. Widać, że w ciągu kilku dni negocjacji, podjęto decyzje o skasowaniu niektórych połączeń. Jest wiele przypadków, gdy pociągi InterRegio według książkowego rozkładu kursować miały cały tydzień, a w rzeczywistości kursują tylko w piątki i niedziele. Część pociągów InterRegio w ogóle zniknęła lub została skrócona. Pociąg, który kursuje tylko w niektóre dni tygodnia nie stanowi atrakcyjnej oferty dla pasażera.Był taki przypadek w Katowicach. W niedzielę po wprowadzaniu rozkładu tłumy pasażerów czekały na InterRegio do Wrocławia, który się nie pojawił – miał kursować codziennie oprócz sobót, ale na ostatnim etapie negocjacji ustalono, że będzie właśnie tylko w soboty. Podejmowanie takich decyzji w ostatniej chwili powoduje chaos, który w tym roku był wyjątkowo duży.

Jednocześnie z danych podawanych przez „Gazetę Wyborczą” wynika, że w 2010 PKP Intercity poniosło większe straty niż Przewozy Regionalne.

Jest taki mit, ale chyba mało kto już w niego wierzy, że PKP Intercity to dobry przewoźnik, wywiązujący się ze swoich zobowiązań, w przeciwieństwie do Przewozów Regionalnych. Obydwaj ci przewoźnicy przynoszą milionowe straty i są w dość krytycznej sytuacji. Ale rząd i UTK traktują PKP Intercity lepiej, bo jest członkiem Grupy PKP.

Intercity chciałoby chyba być przewoźnikiem dla bogatych biznesmenów. Taki przynajmniej miało trochę wizerunek. Choć jednocześnie zdarzało mi się widywać zupełnie puste przedziały pierwszej klasy, bo biznesmeni wolą latać samolotami.

Problem wynika z tego, że przez długi czas Intercity uruchamiało tylko najlepsze pociągi. Dwa lata temu do Intercity przeniesiono również segment pociągów pośpiesznych z Przewozów Regionalnych. Wtedy to podejście trochę się zawaliło. Kiedy były tylko pociągi najwyższej kategorii, PKP Intercity starało się zaprosić do nich również biedniejszych podróżnych, były oferty dla młodzieży, różne promocje. Gdy pojawiły się pociągi pośpieszne (przemianowane teraz na Tanie Linie Kolejowe), Intercity zmieniła swoje priorytety. Uznano, że TLK to jest ogólnie dostępny segment, a Intercity jest dla klientów z grubszym portfelem. I w efekcie w pociągach kategorii Tanie Linie Kolejowe podróżni jadą upchnięci w trzech wagonach, a w najdroższych pociągach Express InterCity bywa naprawdę pusto. Do tego dochodzi problem dotacji. Założenie jest takie, że Ministerstwo Infrastruktury płaci przewoźnikowi za uruchomienie pociągów międzywojewódzkich również na trasach, które nie przynoszą dochodów i w porach, które są marketingowo gorsze. Widać tu poważny problem w podejściu rządu do kolei. Pieniądze na połączenia międzywojewódzkie przekazano, ale PKP Intercity mogło sobie robić, co chciało. Były sytuacje, że w trakcie obowiązywania rocznego rozkładu oferta PKP Intercity pogarszała się, a nie szły za tym żadne decyzje o zmniejszeniu dotacji czy zdyscyplinowaniu przewoźnika. W roku 2009, mimo poważnych cięć w rozkładzie jazdy (np. zamknięcie połączeń do Zamościa), dotacja się zwiększyła! Wstępnie w budżecie zaplanowano 140 mln zł dotacji za utrzymywanie całej sieci połączeń Tanie Linie Kolejowe, a ostatecznie Ministerstwo Infrastruktury zwiększyło tę kwotę do 175 mln zł. Takie rzeczy musiały w końcu wybuchnąć. Jeżeli rząd zleca spółce usługi, ona ich nie wykonuje, a rząd nic z tym nie robi, tylko przygląda się życzliwie i zwiększa dotację, to musiało się to skończyć wybuchem na kolei. Może w końcu państwo sobie uświadomi, że skoro przekazuje kolei dotacje z publicznych pieniędzy, to powinno stawiać jej konkretne wymagania i srogo egzekwować ich wykonanie.

Jednocześnie w komentarzach prasowych np. w „Wyborczej” można było wyczytać, że to kolejarze muszą się zmienić.

Skoro państwo przekazuje dotacje bez względu na to, czy pociągi jeżdżą, czy stoją, to po co się starać? Po co dbać o klientów, skoro i tak wpłyną publiczne pieniądze. Należy wprowadzić system rygorystycznego rozliczania przewoźników z wykonywanych usług. Począwszy od najdrobniejszych spraw – czyli obcinanie dotacji za brak papieru w toaletach, nie domykające się drzwi albo niedziałający grzejnik, kończąc na odbieraniu funduszy za likwidowane połączenia w ramach obowiązującego rozkładu jazdy. Gdy system kar – a faktycznie kontrolowania efektów przyznawanych dotacji - zacznie działać, nagle okaże się, że wszyscy od prezesów po konduktorów bardzo się starają.

Tutaj wracamy do problemu komercjalizacji. Jakoś nie zakłada się, że autostrady same się sfinansują, a wręcz przeciwnie, przekazuje się na nie znacznie większe środki niż na transport kolejowy, który może być bardziej efektywny, a z pewnością jest bardziej ekologiczny.

Unia Europejska wprowadziła niepisaną zasadę, że rządy przekazując publiczne pieniądze na transport, 40% powinny przekazywać na kolej, a 60% na drogi. U nas nigdy tego pułapu nie osiągnięto, w niektórych latach w przypadku kolei był to zaledwie kilkuprocentowy udział. To też się mści. Kolej w Polsce jest niedofinansowana. Infrastruktura niszczeje, przez co pociągi jeżdżą coraz wolniej, a tabor ulega awariom. To wszystko zemsta za taką politykę. Oczywiście trzeba też patrzeć, na co pieniądze są wydawane. W różnych raportach są informacje o tym, ile pieniędzy wydano na jakiś projekt, ale nie mówi się, co za tymi pieniędzmi poszło.

Zbyt często uważa się, że kolej ma być sprawą kolei. A przecież rząd, przekazując pieniądze na modernizacje, powinien regulować standardy i wymagać efektów. Tymczasem rząd cieszy się, że wydał na kolej sto albo pięćset milionów, ale nie interesuje się tym, co się dzieje z tymi pieniędzmi.

Są przykłady linii kolejowych, których modernizacje były fuszerką. Np. między Opolem a Wrocławiem: na świeżo zmodernizowanej linii osuwał się nasyp. Przez wiele miesięcy nikt nie był w stanie nic z tym zrobić. W efekcie pociągi tam zwalniały. Z kolei przy modernizacji linii wylotowych z Warszawy na Poznań i Terespol pogorszono przepustowość. Aby zaoszczędzić na infrastrukturze, zmniejszono liczbę stacji (przekształcono je w zwykłe przystanki), w efekcie pociągi mają mniej miejsc, gdzie mogą się wyprzedzać. W każdym podręczniku jest napisane, że na wylotach z węzłów kolejowych nie można zmniejszać liczby stacji, aby można było prowadzić elastyczny ruch. Na wylotach dużych węzłów jeżdżą bardzo różne rodzaje pociągów i wszystkie muszą się zmieścić na torze. Obecnie w godzinach szczytu pociągi na liniach wylotowych z węzła warszawskiego po prostu się nie mieszczą – i to jest efekt modernizacji?!

Czyli stąd się biorą te tajemnicze postoje pośród ciemności?

No tak. To się zdarza. Np. pociąg regionalny jadący do Sochaczewa musi stać na stacji Błonie, żeby przepuścić Eurocity do Berlina czy Intercity do Poznania.

Odwołano wiceministra infrastruktury Juliusza Engelhardta, powinno się też zdymisjonować ministra Cezarego Grabarczyka?

Jest na pewno winny tej sytuacji. Nie chodzi nawet o ostatni chaos i zimę, tylko o spiętrzenie się sytuacji, które do tego chaosu doprowadziły. Powiesił sobie w gabinecie hasło „Autostrady, głupcze!”. Teraz podobno ma też kartkę z napisem „Kolej na kolej”. Chyba trochę za późno. Natomiast Juliusz Engelhardt nie tylko nie powinien zostać powołany na to stanowisko, ale już wielokrotnie powinien zostać odwołany. Teraz to musztarda po obiedzie. Engelhardt jest od zawsze związany z PKP. I nie chodzi o to, że jest specjalistą od kolei, tylko przedstawicielem Grupy PKP w rządzie.

To tak jakby powołać lobbystę na ministra?

Lobbysta Grupy PKP w randzie wiceministra Infrastruktury. Jest wiele spraw, które mogły być podstawą jego odwołania. Np. sprawa niejasnego zlecania kontraktów spółce, która należała do brata prezesa Grupy PKP Andrzeja Wacha. Gdy dziennikarze dopytywali Engelhardta, co z tym zrobi, opowiedział, że zajmują się duperelami. Drugi przykład: wystosował list do samorządów wojewódzkich, że uruchamiane przez samorządową spółkę Przewozy Regionalne pociągi InterRegio – jako konkurencyjne wobec połączeń Tanie Linie Kolejowe spółki PKP Intercity – nie powinny być uruchamiane. To była nie tylko ingerencja wiceministra w rynek kolejowy, który zgodnie z założeniami ministerialnymi miał być liberalizowany, ale także w politykę samorządów. To nie jest tak jak za PRL, że szczeble władzy idą hierarchicznie od Rady Ministrów aż po sołtysów. Teraz są to niezależne ośrodki władzy i chyba wiceminister o tym zapomniał.

Przynajmniej teraz wszyscy zaczęli mówi o kolei.

Chaos występował na kolei od paru lat. Według standardów europejskich rozkład jazdy zmienia się raz na rok, w Polsce teoretycznie też. Tyle że przez cały czas były wprowadzane zmiany – nagłe likwidacje połączeń czy cięcia terminów kursowania. To się działo od lat. Kolejna sprawa. To nie jest pierwsza zima, gdy Przewozy Regionalne masowo odwołują pociągi na okres tygodnia, czy dwóch, bo z góry wiedzą, że sobie nie poradzą z realizowaniem rozkładu jazdy. Rozkładu jazdy, za który dostają dotację z publicznych pieniędzy – mimo to ze strony samorządów, które finansują przewozy w regionach, nie spotyka ich poważniejsza kara za to, że nie wywiązują się z umowy. Gdy działo się to już rok temu, mało kto na to zwracał uwagę. Teraz nagle kolej stała się głównym tematem.

Obudziliśmy się?

Myślałem, że wszyscy już pogodziliśmy się z tym, co państwo robiło w ciągu ostatnich lat. Twierdzono, że kolej to jest sprawą kolei i wydawało się, że media kupiły tę śpiewkę. Nagle za sprawą tego chaosu dziennikarze zaczęli interesować się również wcześniejszymi wydarzeniami na kolei. Np. pociągami Pendolino, które z definicji mają przechylać się na zakrętach i dzięki temu pokonywać je szybciej. Po kilku latach okazało się, że PKP zamawia te pociągi, ale nie będą miały mechanizmu wychylnego nadwozia. Pendolino po włosku znaczy wahadełko. Pendolino bez wychylnego nadwozia to jak wódka bezalkoholowa. Rząd wyprawił nam wesele i mówił, że kupi dużo wódki, ale okazało się, że to wódka bezalkoholowa. Na kolei takie rzeczy działy się przez cały czas, ale nie przedostawały się do głównych mediów. Mam nadzieję, że kolej przestanie być tylko sprawą kolei i nie stanie się tak, że za dwa tygodnie nikt już nie będzie o niej pamiętał. Media od lat powtarzały mantrę, jak bardzo potrzebujemy autostrad, może w końcu zaczną się też interesować tym, jak działa kolej. Np. w Niemczech temat kolei jest żywy. W Czechach w tygodnikach opinii zawsze co dwa, trzy tygodnie są tematy kolejowe. W Polsce dotychczas nie miał to miejsca, a powinien to być temat przez media eksploatowany, bo kolej świetnie pokazuje problemy z publicznymi dotacjami, niemocą państwa, permanentnym tolerowaniem niedociągnięć.

Jeśli chodzi o Czechy to przeżyłem taki szok, jak jechałem do Cieszyna. Okazało się, że najszybciej można tam dojechać tam pociągiem czeskim, jadąc kawałek przez Czechy. Każdym polskim połączeniem zajęłoby to mi dwie godziny dłużej.

Takich przypadków jest więcej. Np. teraz jeździ pociąg ze Szczecina do Pragi Czeskiej, ale nie ma nic wspólnego z polskimi kolejami. Uruchomiły go koleje niemieckie i nie jedzie przez polskie miasta, tylko przez Berlin, Drezno. Omija Polskę i dojeżdża do Pragi dwa razy szybciej niż gdyby jechał przez Polskę. To też jest świetny, ale smutny symbol tego, do jakiego stanu doprowadziliśmy infrastrukturę kolejową w Polsce.


*Karol Trammer – redaktor naczelny dwumiesięcznika kolejowego „Z Biegiem Szyn”.

cyt za http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady ... uid-1.html

_________________
--
pzdr.

Jack


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So gru 25, 2010 13:00 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Cz sty 17, 2008 21:55
Posty: 2010
Lokalizacja: Śródmieście, trzecie piętro
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/strach-p ... omosc.html
Cytuj:
Strach przed Niemcami zjednoczy polską kolej?
dzisiaj, 07:04
Źródło: Tygodnik Powszechny

Publicysta "Tygodnika Powszechnego" Michał Olszański przekonuje, że winę za zapaść na polskiej kolei ponoszą wszystkie rządy minionych 20 lat, które kolejnictwo traktowały jak obciążenie, a nie cywilizacyjną szansę. "Jeśli jest coś, co jednoczy skłóconych przewoźników, to strach przed Deutsche Bahn – potężnym konkurentem z Niemiec, który uważnie przygląda się ich sytuacji" - dodaje.

Olszański wątpi jednak, czy niemiecka spółka jednak zechce zainwestować w Polsce - zmieniające się nieustannie regulacje i stawki za dostęp do torów raczej do tego nie zachęcają.

W tej sytuacji trudno uwierzyć, że eksperci od transportu uważają Polskę za kraj niemal idealny do rozwoju kolejnictwa. Położona na równinach, z odziedziczoną siecią połączeń i dużymi miastami położonymi w odległości 200-300 km jedno od drugiego, może budować sieć kolejową, która skutecznie będzie konkurować z połączeniami lotniczymi i autobusowymi.

Publicysta "Tygodnika" przypomina także, że przez minione lata wyraźnie widać było dysproporcję środków przeznaczanych na utrzymanie dróg i kolei. Według wyliczeń PLK w 2009 r. na utrzymanie niecałych 20 tys. km czynnych linii kolejowych państwo wydało 3,6 mld zł, podczas gdy nakłady na ponad 18 tys. km dróg krajowych zamknęły się w kwocie dziewięć razy większej.

"Na chaos organizacyjny nałożył się atak zimy, który powiększył bałagan. Zima i zmiana rozkładów łączą się zaś z przebudową największych polskich dworców. Jeśli ktokolwiek przypuszczał, że ubiegłoroczne kłopoty z infrastrukturą kolejową będą dzwonkiem alarmowym, przeżywa właśnie bolesne przebudzenie" - czytamy w "Tygodniku Powszechnym".

Absurdów, nieporozumień i błędów jest zresztą znacznie więcej. Koronnym przykładem jest podział jednego niegdyś przedsiębiorstwa PKP na 23 spółki. Zaplanowana reforma zatrzymała się w połowie. Państwo postanowiło rozbić niesprawnego molocha, nie zważając na to, że jako jedna instytucja posiada on szereg zalet, których brak boleśnie widać dzisiaj.

"Reforma miała szereg racjonalnych uzasadnień, a jej głównym celem było wprowadzenie na tory konkurencji. Okazało się, że zamiast państwowego molocha otrzymaliśmy grupę firm, które nie potrafią się ze sobą porozumieć. Zmiany utknęły w połowie bądź przybrały dziwaczne kształty, bo państwo nie potrafi do dziś zdecydować, co na polskich torach ma być prywatne, co państwowe, a co samorządowe" - pisze Olszański.

Autor przypomina, że w mijającym roku głowy polityków i decydentów od kolejnictwa rozpalała wizja pociągów dużych prędkości, zabawek prestiżowych, ale drogich. Czy kolej dużych prędkości w Polsce powstanie – nie wiadomo.

"Wiadomo natomiast, że przespaliśmy kolejny rok, żeby z początkiem grudnia ocknąć się w następującej sytuacji: regułą są opóźnienia pociągów; niektóre składy w ogóle nie odjeżdżają. Brakuje informacji o zmianach w połączeniach, o godzinie odjazdu lub peronie. Przez kilkadziesiąt godzin nie działała wyszukiwarka połączeń PKP, a kasjerzy nie potrafili udzielić informacji" - czytamy w "Tygodniku Powszechnym".


http://polskalokalna.pl/wiadomosci/wiel ... gi,1575682
Cytuj:
Marznący deszcz zatrzymuje pociągi
Opady marznącego deszczu, które od zachodu nadciągnęły nad Polskę, powodują oblodzenie trakcji kolejowych. Utrudnienia w ruchu występują m.in. na trasie Warszawa - Poznań.
Nad Polskę nadciągnęła w nocy fala marznących opadów, która już 24 grudnia poważnie utrudniła ruch kolejowy w Niemczech. Jak powiedział rzecznik PKP PLK Krzysztof Łańcucki, pociąg "Kasztan" z Berlina do Kijowa już na granicy polsko- niemieckiej miał 4 godz. opóźnienia. W sobotę w południe opóźnienie tego pociągu, według Łańcuckiego, sięgało 11 godz.

Na trasy, na których występuje oblodzenie sieci, wyjeżdżają specjalne przystosowane spalinowe lokomotywy, które strącają lód i przecierają szlak. - Jednak zdarza się, że już 10 minut później trakcja jest z powrotem oblodzona - powiedział Łańcucki.
Problemy występują na wielkopolskim odcinku linii Poznań - Warszawa, w rejonie Malborka na liniach w kierunku Gdańska i Elbląga, w rejonie Gniezna, na odcinku Nieszawa - Aleksandrów Kujawski.

Jak dodał rzecznik, do walki ze skutkami marznących opadów przystąpiło 5 tysięcy dodatkowych pracowników. PKP zmobilizowały dodatkowe lokomotywy do obsługi składów, które uległy awariom oraz do przecierania szlaków kolejowych podczas przerw w ruchu.

Jak powiedział Łańcucki, w Polsce centralnej, wschodniej i południowej ruch kolejowy odbywa się bez większych przeszkód. Na tym obszarze opóźnienia nie przekraczają kilkunastu, wyjątkowo kilkudziesięciu minut.

Ponieważ w sobotę i niedzielę spodziewane są opady śniegu, kolejarze zmobilizowali cały sprzęt odśnieżający, nieprzerwanie pracują służby dyspozytorskie oraz osoby odpowiedzialne za koordynację akcji. W Warszawie całodobowo pracuje sztab antykryzysowy Grupy PKP *) - zapewnił rzecznik.
INTERIA.PL/PAP

*) No to za te pociągi, rybka lubi pływać!

_________________
We made it idiotproof. They grow better idiots.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 60 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL